Witajcie
Kochani!
Przepraszam,
że nie pisałam, ale w poniedziałek była u mnie kuzynka a cały wtorek i środę przepisałam
z Wojtkiem. On się we mnie zakochał... Tylko jakim cudem? Wyglądam jak
świnia...
U mnie bardzo dobrze. Jem mało. Czuję się troszkę słabo, ale nie jest najgorzej. Daje rade ćwiczyć pomimo tego, że wszystko mnie boli i już nie mam siły.
Waga już
stoi na 57kg. Straciłam już 2kg. Może nie za wiele schudłam, ale i tak bardzo
mnie to cieszy. Jestem pod
wrażeniem, że daje rade na diecie. Zazwyczaj moje diety kończyły się następnego
dnia...
Macie
bilanse z poprzednich dni:
16 marzec -
399 kcal (musiałam jeść - kuzynka)
17 marzec -
111 kcal
18 marzec -
92 kcal
Wszystko
jest po mojej myśli, no może poza tym, ze tyle zjadłam w ten poniedziałek. Nie
miałam innego wyjścia - musiałam jeść.
Dziś puki co:
*1 szkl. coli - 2 kcal
* paluszek chlebowy - 10 kcal
* jogurt - 92 kcal
RAZEM: 104
kcal
Już niedługo
będę mieć 55kg, a potem 50kg. Nie mogę się tego doczekać. Już chce zobaczyć to
na wadze. Jutro oficjalne cotygodniowe ważenie i pomiary.
,,Nie
jedzenie jest oznaką siły"
,,Kiedy nie
jesz masz kontrole nad sobą"
,,Stracone
kilogramy motywują do pozbycia się kolejnych"
,,Każda
sekunda głodu przybliża nas do celu"
Do jutra Motylki!



Bardzo małe masz bilanse :) oby tak dalej.
OdpowiedzUsuń