wtorek, 12 maja 2015

Powrót...

Hmmm dawno mnie tu nie było... Może to dlatego, że nie mogłam się odchudzać. 
Rodzice się z lekka połapali. I nie mogłam nie jeść. Teraz będę bardziej uważać. 

   * Będę brać śniadanie do szkoły.
   * Obiady i kolacje brać do pokoju, następnie wyrzucać.
   * Słodycze... Ehh... U mnie w domu to codzienność. Też do pokoju będę wynosić, a potem hop do kosza. 
   * Będę prosić z 2-3 razy w tygodniu mamę o kasę na obiad (oczywiście przezacze je na coś lepszego i przydatnego, a nie na niszczenie piękna czyt. jedzenie).

I myślę, że jakoś to będzie. Wydaje mi się, iż powinno się teraz udać. 
Jakoś tako przez te ich "normalne" jedzenie ostro przytyłam. 
Zaczynam teraz od początku. Waga wskazuje równe 59kg... Spasłam się w tym czasie jak świnia. Brzuch mi masakrycznie wystaje, a przecież był już prawie płaski... To jest kompletna porażka... Tak dłużej być nie może. Muszę się naprawdę wziąść za siebie. 
Teraz wyglądam jak jakaś jedna wielka spasiona świnia. Tłuszcz wylewa mi się z ubrań. 

Zamieszczę może wpis z mojego pamiętnika.

10 maj 2015r. niedziela godz. 19:50
SZMATA! GŁUPIA SZMATA! SPÓJRZ NA SIEBIE! TYLKO ZOBACZ JAK WYGLĄDASZ! NIE BRZYDZI CIĘ TO?! NIE BRZYDZI CIĘ ODBICIE W LUSTRZE?! WYGLĄDASZ JAK ŚWINIA! JEBANA SZMATA! NIE WSTYD CI WYJŚĆ NA ULICE?! MASZ SCHUDNĄĆ! NIE KONTROLUJESZ SIĘ! NIE PANUJESZ NAD SOBĄ! SCHUDNIJ W KOŃCU! A NIE TYLKO ŚPISZ IDIOTKO! ODZYSKAJ KONTROLĘ I WŁADZĘ!

Nieźle na siebie jechałam... Ale może to mnie zmotywuje... Bo poważnie straciłam kontrole...
Ale teraz ja już powolutku odzyskuje. 
Wczoraj zjadam aby 1,5 łyżki surówki wiosennej, a dziś jeszcze nic. 
Mam nadzieje, że uda mi się wyjść z domu przed obiadem. Mama właśnie gotuje zupę pieczarkową... O 14:20 dopiero wychodzę... Idę z Anią do biblioteki, a od razu potem na korepetycje. Więc wrócę dopiero o 17:30. 
 
 
 



 

                                               Trzymajcie się chudo kochani !
 
 
PS.
Uważajcie aby nikt wam nie przeszkodził w drodze do celu.

2 komentarze: